Spodziewałam się, że najlepiej będzie mi się praktykowało rano. Jednak największe efekty były, gdy praktykowałam zaraz po pracy. I tak starałam się je wykonywać. To jednak powodowało, że czasami nie udawało mi się „wyłączyć” z życia. Zaskoczyła mnie reakcja rodziny. Pełna akceptacja moich „nieobecności” 🙂

Częstotliwość zajęć jest fajna. Jest czas na własne poznanie, jednocześnie spotkania w tygodniu motywują do pracy w domu.

Jestem dużo bardziej aktywna na mszach w Kościele. Praktycznie całą mszę byłam „tu i teraz”. Dużo głębsze przeżycie.

Czasami mam miesiące bardzo intensywne, gdy praca i różne spotkania zapełniają mi nawet 13 godzin w ciągu dnia. Taki okres potrafi trwać nawet 3 tygodnie, co powoduje duże zmęczenie i irytację na wszystko, co się dzieje dookoła. Teraz, gdy przyszedł znowu taki czas, jestem spokojniejsza. Zauważam chwile „podniesienia ciśnienia” i staram się oddychać. Mam większy dystans do tego co się dzieje w pracy.

Zaczynam marzyć ☺ Lepiej śpię. Czasem nawet śnię.

Praktyka jako czas tylko na uważnośc mi nie bardzo pasuje. Ale uważność w ćwiczeniach, uważna joga, uważne bieganie, czas dla siebie, „wyłączenie się” z obiegu na pół godziny już jak najbardziej. Obawiam się, że bez regularnej przerwy na praktykę z czasem mogę mieć jej coraz mniej, ale też mam coraz mniej tolerancji na ciągłą pracę. Chęci plus ta niska tolerancja może wystarczą.

Przygotowanie merytoryczne oraz prowadzenie zajęć przez Ewę oceniam na 5 ☺ Dlatego po warsztatach w PPNT zdecydowałam się na kurs.

Żałuję, że nie byłam na pierwszych zajęciach. Łatwiej by mi było wejść w grupę.

Maj 2017