Od początku byłam nastawiona na pracę. Udział w kursie był przemyślaną i świadomą decyzją i chciałam się w pełni zaangażować, ale chyba nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać. Chciałam uwierzyć w opis na stronie, że program może odmienić moje życie, nadać mu sens i pozwolić na odczuwanie prawdziwej radości. I teraz na pewno jestem bliżej tego wszystkiego niż dotychczas w życiu.
Trudności było naturalnie dużo – brak konsekwencji, podążanie utartymi ścieżkami, ale uzyskiwałam za każdym razem pomocne rady.

Na pewno zwiększyła się moja świadomość siebie. Wielokrotnie akceptacja emocji pomogła mi poczuć się lepiej, stabilniej i pewniej. Zrozumiałam stres – co oczywiście nie oznacza, że go teraz nie odczuwam, ale zrozumienie pozwala mi bardziej nad nim zapanować – to na pewno wiele ułatwia w moim życiu prywatnym, ale też i zawodowym.

Na ten moment nie wyobrażam sobie zakończyć praktykę. Przez tych kilka tygodni zdecydowana większość wykonywanych ćwiczeń weszła w rytm mojego dnia.
Wydaje mi się, że dopiero zaczynam, mimo że kurs dobiega końca.
Na pewno będę praktykować uważność w codziennych czynnościach. Ufam też, że wystarczy mi sił i motywacji do praktyk medytacyjnych. I mam nadzieję, że już zawsze będę kierować do siebie to podstawowe pytanie – „jak ja się teraz czuję?”.

Struktura kursu wydaje mi się uszyta na miarę. Każde ćwiczenie było niezbędne do wykonywania następnych. Prowadzenie – kapitalne. Czułam się pewnie i bezpiecznie. Mimo, że nie musiałam z tego skorzystać duży komfort zapewniła mi świadomość, że w razie czego mogę do Ciebie napisać, Ewo. Bardzo ważna było też dla mnie poczucie otwartej przestrzeni do rozmów – mogłam mówić i milczeć kiedy chciałam. Czułam też, że inni również mogą mówić i nikt im nie przerywa, nie pogania.
Za dużą wartość uważam też, że to kurs grupowy – w niedużym, ale stałym gronie.
Chciałabym jednak by program trwał dłużej. Wydawało mi się, że podczas gdy ja procesowałam w głowie jeszcze poprzedni temat już zaczynaliśmy kolejny ważny. Przez co wydaje mi się, że ostatnie tematy nieco się rozmyły. Bardzo jednak możliwe, że to moje indywidualne odczucie przez sytuację w życiu prywatnym.

Najbardziej wartościowe były dla mnie, o dziwo, niepowodzenia – wszystko to, co sprawiało mi najwięcej trudności, zdenerwowania czy rozdrażnienia było ostatecznie najbardziej budujące lub odkrywcze.

Chyba najmniej pomocne dla mnie były ćwiczenia w parach – brak możliwości rozmowy (bo taka była konsekwencja niekomentowania słów rozmówcy) sprawiała, że czasami nie widziałam w nich sensu.
Ale pisząc te słowa przypomniałam sobie kilka takich rozmów w parze, lub grupie trzech osób, które były ciekawym doświadczeniem, otwierającym. Wydaje mi się, więc że ćwiczenia nie były wartościowe tylko jeśli rozmówca nie koncentrował się na tym, co ma do powiedzenia druga osoba. Nie ćwiczenia są więc tu winne, a brak uwagi rozmówcy.

Marzec 2021