Swój udział oceniam dobrze plus 😉 Kłopotem obniżającym samoocenę jest nieregularne wykonywanie pauzy na oddech. Przyznam, że oczekiwałam i planowałam, że praktyka domowa będzie miała miejsce raz dziennie – wielokrotna w ciągu dnia, nawet króciutka sprawia mi trudność. Często poddaję się, gdy nie mam ciszy, głównie gdy w domu są dzieci… wówczas czuję, że praktyka jest mało efektywna, bo pomimo osobnego pokoju, silnie i emocjonalnie rejestruję dźwięki rozmów dziecięcych… Ale oczywiście w takich warunkach także wiele można zauważyć 😉
Chętnie siadam do dłuższej praktyki, z dużą ciekawością „co tam u mnie dzisiaj słychać”. Jeszcze zdarza mi się podążać za niektórymi myślami, ale już coraz więcej akceptuję siebie. Zauważam także, że jeszcze wiele pracy przede mną, żeby reagować tak, jakbym sobie tego życzyła 😉 W rozmowach już zaczynam zwracać uwagę na przyczynę ewentualnego ataku na moją osobę (jeśli tak to odbieram) i już dużo częściej udaje mi się wykorzystać chwilę na decyzję o reakcji.
Odnalazłam wygodną pozycję do medytacji. Wcześniej miałam obawy, ponieważ mam kłopoty z kolanami i stawami skokowymi. Znalazłam też ulubione w domu miejsce. Na co dzień częściej zauważam spięcia w konkretnych partiach ciała (szczęka, język, czoło, dłoń, kark, stopy, brzuch). Zauważam także bezdechy, dzięki czemu jestem w stanie zareagować. Stale analizuję odczucia w swoim ciele.
Widzę możliwość kontynuowania praktyki – zastosowanie na razie w szczególności w życiu prywatnym. Jeszcze łatwiej będzie gdy dzieci wrócą do szkół 😉 Troszkę mam obawy jak to będzie wyglądało, jeśli wrócę do pracy na pełen etat (a nie na częściowy, jak planuję).
Na pewno bardzo pomocne – motywujące byłyby sporadyczne spotkania grupowe „przypominające” ☺
Przygotowanie oraz prowadzenie zajęć oceniam bardzo dobrze, a nawet celująco ☺ Byłam wcześniej na 3 warsztatach / spotkaniach organizacyjnych u innych prowadzących MBSR i świadomie wybrałam Klinikę Stresu.
Listopad 2020